500+ na chłodno. Czy to socjal odpowiada za większą dzietność? - Dox
Pseudopolityk

500+ na chłodno. Czy to socjal odpowiada za większą dzietność?

500+ na chłodno. Czy to socjal odpowiada za większą dzietność?

500+ przez wielu uznawane jest za sposób, dzięki któremu PiS doszło do władzy. W dużej mierze jest to prawda, natomiast postanowiłem przyjrzeć się samej koncepcji tego programu.

Tak więc po kolei – zastanowimy się nad tym, jaki był cel 500+. Następnie zadamy sobie pytanie o to, czy 500+ działa. Na koniec ustalimy, czy na pewno o to w tym programie chodziło. Nie ukrywam, że do napisania tego tekstu skłoniło mnie przeczytanie po raz kolejny książki Bastiata – „Co widać i nie widać”.

Cele 500+

Tutaj za bardzo nie ma się nad czym rozwodzić. Od samego początku Prawo i Sprawiedliwość postulowało walkę z niżem demograficznym. Zacytuję więc prezesa Jarosława Kaczyńskiego, wypowiedź z 14 listopada tego roku:

Chyba prof. Rybiński wysunął taki pomysł: 1000 zł na jedno dziecko. Obliczyłem to sobie w pamięci, bo nieźle liczę w pamięci, że to jest kompletnie nierealne. I pomyślałem, że trzeba znaleźć jakąś inną formułę, ale trzeba to zrobić. I wyszło, że 500 zł na drugie dziecko i każde kolejne jest realne, o ile będziemy odpowiednio energicznie działać w tych kwestiach, których symbolem jest VAT.

Jak wszyscy wiemy wybory udało się PiS-owi wygrać. Swój główny postulat wprowadzili bardzo szybko. Jestem przekonany co do tego, że Kaczyński dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że program doprowadzi do pewnych patologii (o których napiszę też później). Natomiast uznajmy, że przede wszystkim chodziło o poprawienie dzietności wśród Polaków.

Czy 500+ zdało egzamin?

W tym momencie należy sięgnąć do statystyk. Te pokazują, że dzietność w Polsce faktycznie wzrosła. W roku 2016 urodziło się o 16 tysięcy dzieci więcej niż w 2015. Z kolei prognozy na 2017 rok są jeszcze wyższe – 25-35 tysięcy. Oznacza to, że w tym roku na świat przyjdzie około 400 000 dzieci (dane zaliczają wyłącznie te, które urodzą się żywe). Czyli co, sukces?

Niby tak, ale nie do końca. W dalszym ciągu należy postawić sobie jedno pytanie – czy to na pewno 500+ miało największy wpływ na tę sytuację? Pozornie tak się wydaje, w końcu od momentu wprowadzenia programu dzietność wzrosła. Przyjrzyjmy się jednak innej kwestii.

Doktor Anna Kurowska z Instytutu Polityki Społecznej do sukcesów programu jest nastawiona mocno sceptycznie. Zaznaczę, że pani doktor zajmowała się badaniami nad 500+.

Otóż Kurowska uważa, że to nie tak, że dzięki socjalowi więcej osób zdecydowało się na dzieci. Przeważnie są to osoby, które i tak chciały je mieć. Po prostu dzięki dodatkowym środkom zdecydowały się na nie wcześniej. Przy czym program i tak przyśpieszył decyzję o drugim dziecku, w przypadku pierwszego pary przeważnie i tak nie brały pod uwagę czynnika finansowego jako decydującego.

Tutaj jednak należy zwrócić uwagę na to, że osoby, które szybciej zdecydowały się na dziecko, mają więcej czasu na podjęcie decyzji o kolejnym. Z badań Kurowskiej wynika jednak, że nie jest to duża grupa ludzi.

Doktor jest zdania, że większość kobiet woli mieć stabilną pracę, świadomość wsparcia swojego partnera. To te czynniki bardziej wpływają na podjęcie decyzji o dziecku.

No okej, ale dlaczego właśnie teraz dzietność wzrosła? Doktor wytłumaczyła to następująco: „Liczba dzieci, które przychodzą na świat, zależy przede wszystkim od kalendarza urodzeń, czyli – upraszczając – od tego, czy w wiek reprodukcyjny wchodzą kobiety urodzone w wyżu czy niżu demograficznym”.

Dobra, zostawmy już panią Kurowską i jej badania. Choć w sumie nie do końca. Kobieta wspomniała o tym, że rodziny wolą mieć pewność stabilnej pracy oraz ogólnego bezpieczeństwa.

Przyjrzyjmy się więc Polkom, które postanowiły wyjechać za granicę. W Wielkiej Brytanii w ciągu ostatnich pięciu lat urodziło się 150 tysięcy dzieci polskiego pochodzenia. W Niemczech wskaźnik dzietności wynosi 2,1 (dalej piszę tylko o Polkach). W Polsce? Jakieś 1,3.

No to może Skandynawia? Hah, w Norwegii wskaźnik wynosi 2,0. Wychodzi więc na to, że Polki rodzą dzieci chętniej nawet od samych Norweżek (1,86).

Dlaczego tak jest? Czy to kwestia wyłącznie lepszego socjalu? Raczej nie bardzo. W Niemczech też istnieje coś w stylu naszego programu. Nie są to jednak powalające kwoty – 184 euro na pierwsze i drugie dziecko, na trzecie 190 euro, na czwarte i każde kolejne 215 euro. Tak więc nie są to sumy drastycznie większe. A jednak to tam Polki decydują się na dzieci niemalże 2 razy częściej.

Czego nie widać?

Dam przykład Norwegii, o której wspomniałem już wyżej. Ludzie wyszli z założenia, że nie chodzi o to, żeby po prostu dać ludziom pieniądze do ręki (choć też dostają dofinansowania na dzieci). Przede wszystkim uznano, że artykuły dziecięce powinny być możliwie jak najtańsze. Norwegia uchodzi u nas za drogi kraj. Tymczasem zwykłe pieluchy wychodzą u nich taniej niż w Polsce.

Warto też wspomnieć o Francji. Tam uznano, że lepsze byłyby dopłaty (tam rodzina dostaje niecałe 130 euro od drugiego dziecka). Dlatego po prostu rodziny otrzymują ulgi. Przedszkole? Ulga. Szkoła? Ulga. Mieszkanie? Ulga.

W Wielkiej Brytanii zrobiono podobnie. Na dzieci rodziny otrzymują niecałe 450 zł na pierwsze dziecko i około 300 zł na kolejne. Czyli mniej niż u nas. Jednak tam nadrabia się kuponami na artykuły dla dzieci. Również te żywnościowe. Do tego dodatkowo dodatki mieszkaniowe, dodatki dla bezrobotnych i dodatki dla najuboższych.

Osobiście bardziej przemawia do mnie zwyczajne stworzenie lepszych warunków do życia niż przekonywanie haraczem, który miał na celu powiększenie elektoratu. Czy dbanie o demografię jest ważne? Oczywiście, że jest. Jednak na przykładzie innych państw widać, że Polacy generalnie chcą mieć potomstwo. Należy im po prostu stworzyć lepsze warunki do życia.

Dodatkowo obawiam się jednej rzeczy, o której wspomina się niezwykle rzadko. Dlaczego państwo chce, aby rodziny miały potomstwo? Chodzi o zwykłą potrzebę posiadania pracowników, którzy dodatkowo będą odkładali pieniądze na ZUS, który to z kolei będzie miał fundusze na opłacanie emerytów.

Tylko no właśnie. Czy te pieniądze na pewno się pojawią? Dzietność wzrosła najbardziej na wsiach, często w biednych rodzinach. 500+ stało się dla niektórych źródłem utrzymania. Wiem, że nawet z ubogich domów mogą wyjść wartościowi ludzie. Pytanie brzmi – ilu?

Osobiście wydaje mi się, że wiele dzieci pójdzie po prostu w ślady rodziców. Będą poszukiwali sposobu na to, aby, jak to mawiał Kiepski, zarobić, ale się nie narobić. Bardzo możliwe, że państwu wzrośnie liczba bezrobotnych. A potem rencistów.

Popatrzcie – państwo chce, aby Polaków było jak najwięcej. Potrzebuje pracowników, osób, które pomogą utrzymać emerytów. Dochodzi jednak do sytuacji, gdy dorastające dzieci nie podejmują pracy. Co więcej, zaczynają pobierać zasiłki. W efekcie otrzymujemy zupełną odwrotność naszego celu. Zamiast zwiększenia wydajności państwa oraz systemu emerytalnego narażamy się na jeszcze większe dopłaty socjalne.

To oczywiście dość marginalna sytuacja. Jednak pewnie znajdą się rodziny, w których właśnie tak się stanie.

Podsumowując – walka o lepszą demografię? Jestem na tak! Ale poprzez normalniejsze, bardziej przyjazne dla człowieka państwo, nie dopłaty, które mogą pójść na dowolne cele. Nawet te niezwiązane z dziećmi.

in
%d bloggers like this: