7 grzechów Doksa - Dox
Pseudopisarz

7 grzechów Doksa

7 grzechów Doksa

Często ludzie próbują się tłumaczyć. Gdy słyszą, że zrobili coś nie tak, zaraz pojawia się wiele usprawiedliwień. Okazuje się, że tak naprawdę to są zajebiści, tylko czynniki losowe sprawiły, że się nieudało.

Ja nie jestem zajebisty.

Chciałbym dziś Wam trochę o sobie opowiedzieć. Kto wie, może wręcz na swój sposób znaleźć kierunek, w którym chciałbym się udać. Bo prawda jest taka, że na wielu płaszczyznach dałem dupy po całości. Ten tekst możecie traktować trochę jak taki pisarski rachunek sumienia. Spowiedź gościa, który wiele rzeczy obiecał, znacznie mniej zrobił.

Zawsze mierzyłem wysoko.

Prawda jest taka, że lubię stawiać sobie ambitne cele. Mówić sobie: zrób to, następnie to, potem spróbuj tego. Problem w tym, że potem po prostu zawodzę.

Próbuję teraz sięgnąć pamięcią do wszystkich tych rzeczy, które zapowiadałem tylko Wam. Cholera, jestem tragiczny.

  1. Żydowskie ciekawostki – graficzne informacje na temat Izraela, Holocaustu, Żydów, relacji polsko-żydowskich. Zrobiłem chyba z pięć takich, planowałem 365. Słabo.
  2. Ciekawostki ze świata służb – krótkie historie o najciekawszych rzeczach dotyczących służb specjalnych. Nie zrobiłem żadnej. 🙂
  3. Miałem pisać dwa felietony tygodniowo, postanowiłem to sobie jakoś w hm, lutym? – zajrzyjcie na mój fp. No właśnie.
  4. Zorganizowanie spotkania z Czytelnikami w Trójmieście/Warszawie w październiku – jest listopad, mówiłem ostatnio coś o jakimś spotkaniu? W każdym razie i tak chciałbym je zrobić. Kiedyś.
  5. Napić się wódki z Zachariaszem, jednym z Czytelników – A tutaj to akurat napiszę i się umówię.
  6. Częstsze udzielanie się na grupie, którą przecież sam założyłem – Ech, wypadałoby.
  7. Blog… To w ogóle powinien być osobny akapit. I w sumie będzie, pieprzyć, to mój tekst.

 

Blog

Rzygam samym sobą na myśl o tym, że tyle wysiłku kosztowało mnie przygotowanie tej strony, a teraz stoi ona lekko zakurzona. Dwa teksty w miesiącu. Co to właściwie jest?

Tak, można mówić, że studia i praca pochłaniają masę czasu. No pochłaniają. Tylko co z tego? Naplułbym Wam prosto w twarz, gdybym zarzekał się, że nie mam żadnej wolnej chwili. Ja mam masę wolnych chwil. Ostatnio to miewam też sporo bezsennych nocy. A jednak piszę rzadko.

A tak szczerze to piszę często. Tylko gówno publikuję. Nie wiem, teraz serio nie wiem, co się ze mną takiego dzieje. Mam wrażenie, że odkąd zacząłem pisać newsy polityczne w pracy, to zaczęło mi się to wszystko przejadać.

No bo wstaję rano, idę na studia. Tam mam rzeczny związane z polityką. Po studiach mam pracę, która polega na pisaniu o polityce. W przerwach czytam sobie o… no właśnie, polityce (albo piłce, ale cii…). I gdy w końcu mam wolne, będę szczery, często po prostu już mi się nie chce siedzieć dalej w tym samym.

Tak naprawdę ten tekst też jest jakąś formą, jakimś staraniem się pisania o czymś innym. Bo ja lubię dla Was pisać. Zawsze lubiłem. Problem w tym, że mam od dawna przesyt.

W zasadzie to powiedziałbym, że mam w sobie konflikt dwóch wartości – przesytu polityki oraz chęci pisania dla Was. Dlatego też są momenty, gdy nie piszę długo. A potem już tak bardzo mi się chce, że mogę codziennie i po kilka tekstów.

Kolejną sprawą jest to, że brakuje mi mobilizacji. Sam nie wiem, może muszę sobie powiedzieć wprost – Dox, dziś o 17:00 siadasz do lapka i robisz ten art. I kurwa nie pierdol, że nie masz o czym pisać. Zawsze jest o czym pisać. Jak bloger nie ma o czym pisać, to lepiej dla niego, żeby zamknął bloga i nie męczył ludzi.

O, przypomniało mi się. Teksty o największych zabójstwach Rosjan. „Jak zabijają Rosjanie”. Mam problem. Nad tymi artami siedzi się cholernie długo. Czyta je z kolei naprawdę niewielka ilość osób. Tak naprawdę nad tekstem o zabiciu Trockiego siedziałem na pewno z dziesięć godzin minimum. I to jest najsłabszy art na blogu pod względem wyświetleń. A ja jestem suką pazerną na wyświetlenia. Sorry, taka prawda. Mimo to tak co 3-4 dni mówię sobie, że wypadałoby jednak dopisać kolejne cztery części. No wypadałoby.

Mam taką listę rzeczy, o których chciałbym napisać. Jest tam kilkadziesiąt pozycji. Mam arty, które leżą już napisane. W sumie to nie wiem, na co czekają. Może po prostu mam wrażenie, że są zbyt słabe i lepiej, żeby leżały?

Chyba mam farta

Jestem najbardziej nieregularnym piszącym na Zbyt Poinformowanych. Tak naprawdę to bez chłopaków nigdy bym się nie wybił. Na początku nie da się wybić pisząc pięć razy w miesiącu. Fakt, kiedyś potrafiłem naparzać postami. Ale wiecie, kiedyś to było…

Często zastanawiam się, dlaczego ludzie mnie czytają. Dlaczego niektórym chce się co jakiś czas zerkać na mój fp i sprawdzać, czy czasem nie napisałem czegoś nowego. No wiesz, przeważnie nie napisałem. Żeby nie było, ja wiem, że często piszę całkiem dobrze, nie chcę też, żeby ktokolwiek próbował mnie dowartościowywać – nie potrzebuję tego.

Ot, po prostu wiem, że są ludzie, którzy są regularni w tym, co robią. U mnie ta regularność nawala. Jestem humorzasty, zmienny i trudny w obyciu. Znam się na polityce, ale męczy mnie pisanie o niej.

Dostaliście ode mnie ostatnio dwa wywiady – gadałem z ludźmi, którzy weszli na całego w to, co kochają. Ja od jakiegoś czasu czuję, że choć kocham pisanie, to rzygam już trochę polityką.

Oczywiście dalej będę o niej pisał. Jest ona częścią mojego życia. Wydaje mi się jednak, że po prostu muszę zacząć iść w rzeczy bardziej społeczne. Sam nie wiem, może to będzie jakaś metoda.

W każdym razie – w dalszym ciągu mam Was. Jesteście ludźmi, na których w zasadzie nie zasłużyłem. Jednak jesteście, klikacie nawet w te teksty, które piszę po dniach nieobecności. Cóż, dzięki. Po prostu szczere dzięki.

Przy okazji, znów mam to samo uczucie, które towarzyszy mi od wielu tygodni – skończyłem tekst i nie mam ochoty go publikować. Tu chyba faktycznie chodzi o to dominujące uczucie – Dox, jesteś bez formy, nie umiesz pisać hurtowo dobrych tekstów.

Tylko czy każdy tekst musi w sumie być dobry?

in
%d bloggers like this: