Czy dobry tekst to taki, z którym się zgadzasz? - Dox
Pseudopolityk

Czy dobry tekst to taki, z którym się zgadzasz?

Czy dobry tekst to taki, z którym się zgadzasz?

W tym tekście w dużej mierze będę musiał dokopać sobie samemu jako publicyście. I powiem Wam, że zrobię to z przyjemnością. Zacząłem pisać teksty, ponieważ chciałem coś przekazać. Dzielić się swoimi myślami, spostrzeżeniami. Wysnuwałem wnioski, które przecież mogły być błędne.

Zacznę od tego, że w gimnazjum bardzo lubiłem poczytać sobie Schopenhauera. Ubolewam nad tym, że dziś wiele osób sprowadza jego myślenie do poziomu żałosnych memów, które niemiłosiernie spłycają jego twórczość. Na studiach miałem przyjemność przeczytania Erystyki, czyli sztuki prowadzenia sporów. Jest to krótka, ale znakomita książka. W moim tekście postanowiłem podrzucić kilka cytatów Schopenhauera, może akurat ktoś skusi się na przeczytanie całości (pozycja na jeden wieczór, a warto).

Kilka lat temu wydawało mi się, że wiem bardzo dużo. Że przeglądanie prasy, sprawdzanie sejmowych głosowań, czytanie książek czyni mnie lepszym od wielu z Januszów i Grażyn. Problem polegał na tym, że miałem koszmarnie zamknięty umysł.

Bardzo mało ludzi umie myśleć, ale jakiś pogląd chce mieć każdy. I cóż pozostaje innego, jak przejąć gotowy pogląd od innych, zamiast wypracować go samemu? ~ A. Schopenhauer

Na szczęście na studiach trafiłem na odpowiednich ludzi. Pamiętam jedno ze spotkań koła politologicznego, na którym mieliśmy wypisać źródła naszej codziennej wiedzy. I powiem Wam, że moja lista była uboga. Do tamtej pory wydawało mi się, że wiem wszystko, co wiedzieć muszę. W praktyce jednak tkwiłem w pewnej bańce informacyjnej.

Myślę, że wielu z nas ma strony, gazety, kanały telewizyjne, którym ufa bardziej od innych źródeł. W tym nie ma niczego złego. Problem pojawia się w momencie, gdy zamykamy się w swoim własnym świecie. Często śmiejemy się z ludzi, którzy są fanatykami TVP/TVN. Tymczasem są to media, które mają swoich urobionych widzów. Ale jest też druga strona – to widzowie sprawiają, że właśnie takie treści tworzą te media. Zaraz wyjaśnię, o co mi chodzi.

Gdy zaczynałem pisanie na Facebooku, robiłem to w dużej mierze bezrefleksyjnie. Nie myślałem za bardzo o ludziach, którzy mnie czytają. Bo i w sumie nie wiedziałem nawet, kto mnie właściwie czyta. Z miesiąca na miesiąc było Was jednak coraz więcej. Pewnego razu pod którymś postem ktoś mi napisał, że kreuję opinię Czytelników. Napisałem mu wtedy, żeby nie przesadzał. Piszę dla siebie, a że mnie czytają inni, to fajnie, ale swojego zdania nikomu nie narzucam. Odpisał mi, że to, że nie narzucam, nie oznacza, że ktoś nie przekonuje się do niego i mój pogląd nie staje się jego własnym. Miał rację.

Doprawdy, nie ma tak absurdalnego poglądu, którego ludzie by nie przyjęli jako własny, o ile tylko potrafi im się wmówić, że pogląd ten został przyjęty przez ogół ~ A. Schopenhauer

Osobiście staram się nie mieć presji na lajki i ilość czytających mnie osób. Wychodzę z założenia, że chcę pisać swoje, nie mam zamiaru nikomu się przymilać. Podobnie funkcjonuje to zresztą na Zbyt Poinformowanych u pozostałych autorów. My jednak możemy sobie na to pozwolić. Z całym szacunkiem, ale mało nam robi pisanie „unlike”, „teraz to przesadziliście”, „Dox, nie wiedziałem, że jesteś zjebany” pod naszymi postami. Mediom, które muszą się same utrzymać robi to jednak bardzo dużo.

Dochodzi do sytuacji, w której treści tworzone są pod konkretnego odbiorcę. Gdzieś na bok idzie dążenie do prawdy, rzetelnego przekazu. Przede wszystkim zadowolony ma być Czytelnik. Nie powiem, lubię, gdy w komentarzach wiele osób myśli podobnie do mnie. Nie jest to jednak mój cel. Myślę, że jest to kwestia skupienia wokół mojego fp osób o zbliżonych poglądach.

No to jak mam myśleć? Samodzielnie czy tak jak Ty?

Często podczas gównoburz w internecie ktoś napisze, że powinno się czytać XYZ. Ktoś inny napisze, że ZYX to lepsze źródło a XYZ nadaje się wycierania tyłka. A z drugiej strony wiele jest komentarzy nawołujących do samodzielnego myślenia. No i gdzie w tym sens?

Czytanie to tylko namiastka samodzielnego myślenia. Pozwalamy przy nim prowadzić swoje myśli komu innemu na smyczy… ~ A. Schopenhauer

Ja jestem jednocześnie publicystą i czytelnikiem. Nie mam pojęcia ile razy medium, które lubię napisało coś, z czym się nie zgadzałem. I wiecie, co wtedy zrobiłem? Praktycznie nic. Czasem był to jakiś na spokojnie napisany komentarz, innym razem po prostu starałem się wyłapać, w jakich punktach się różnimy. Jeśli natomiast jakiś autor skręcił poglądowo i widziałem, że bardzo się rozmijamy, przestawałem czytać. Nie pisałem na odchodne, że odchodzę. Bo i po co?

Mam świadomość tego, że osoby czytające mnie nie poprzestają wyłącznie na moich tekstach. Bardzo mnie to cieszy. Piszę między innymi po to, aby budować pewną świadomość polityczną i społeczną. A dobrze wiem, że w wielu kwestiach po prostu niedomagam. Więc dobrze, że są inni, którzy być może tłumaczą pewne kwestie inaczej, może nawet lepiej.

Nie płaczę po ludziach, którzy rezygnują ze śledzenia moich tekstów. Przypuszczam, że z niektórymi zgodziłbym się w 90% spraw. Im jednak przeszkadza pozostałe 10%. To ich sprawa, nie mam im tego za złe. Powinniście jednak wiedzieć, że jeśli chcemy dyskusji na poziomie i realnych zmian w świecie, który nas otacza, trzeba likwidować pewne podziały. Nigdy nie będziemy zgadzać się w każdej sprawie. Tak nigdy nie było i nigdy tak nie będzie. Możemy natomiast wypracowywać kompromisy, nawzajem się przekonywać, podnosić poziom debaty publicznej. To wymaga jednak chęci, porzucenia na moment własnego ego i umiejętności przyznawania się do własnych błędów.

Ludzie gadają, zanim pomyślą; jeżeli zaś potem widzą, że twierdzenie ich było błędne i że nie mają racji, to pragną jednak, aby się chociaż wydawało, jak gdyby było na odwrót ~ A. Schopenhauer

Ja nadal nad tym pracuję. Ostatnio staram się odpisywać łagodnie na negatywne komentarze – bez agresji, wyzwisk. To trudne. Gdy wiem, że nie dam rady, po prostu nie odpisuję. Uczę się też przyznawania do błędów. To mi chyba w miarę wychodzi, w ankiecie, którą zrobiłem trzy miesiące temu wiele osób napisało, że bardzo to u mnie ceni. Cieszę się z tego. Każdego Czytelnika staram się traktować równemu sobie, chciałbym też, żeby komentujący czuli się tak samo.

Schopenhauer pisał, że człowiek nie dąży do prawdy, dąży do wygrania dyskusji. Wchodząc w dialog staramy się przekonać oponenta, że to my mamy rację. Nawet nie zadajemy sobie trudu zrozumienia drugiej strony. Może dlatego wciąż w wielu kwestiach tkwimy w miejscu?

Na koniec nawiążę do tytułu tekstu: Czy dobry tekst to taki, z którym się zgadzasz? Odpowiedź jest prosta. Dobry tekst ma dawać do myślenia, poszerzać naszą wiedzę, skłaniać do dyskusji i refleksji. Jeśli będziemy tylko lizać się po fiutach lub odchodzić wkurwieni, gdy się nie zgadzamy – każdy z nas będzie tkwić w swojej bańce. Czy tam strefie komfortu, jak to mawiają niektórzy.

Jak Wam się jeszcze chce czytać, na koniec dłuższy cytat, autor ten sam co w poprzednich. Tak w ogóle, tutaj macie pdf z Erystyką.

To, co się nazywa zdaniem ogółu, jest ściśle biorąc zdaniem dwóch lub trzech osób i o tym przekonalibyśmy się, gdybyśmy mogli obserwować powstanie takiego ogólnie przyjętego poglądu. Zauważylibyśmy wtedy, że tylko dwie lub trzy osoby najpierw to zdanie przejęły od innych albo wypowiedziały same, a inni z uprzejmości uwierzyli, w przekonaniu, iż rzecz była gruntownie zbadana. Uważając tych pierwszych za dostatecznie kompetentnych, przyłączyło się do tego zdania najpierw kilku następnych. Tym znowu uwierzyło wielu innych, którzy z lenistwa woleli po prostu uwierzyć od razu, zamiast podjąć mozolne badania. I tak z dnia na dzień narastała liczba tych leniwych i łatwowiernych zwolenników; gdy bowiem taki pogląd przyjęła już znaczna liczba osób, wówczas następni uważali, że to się mogło stać tylko dzięki słuszności tego poglądu. Pozostali zaś byli teraz zmuszeni uznawać to, co już zostało ogólnie uznane, jeżeli nie chcieli uchodzić za niespokojne głowy, które się opierają ogólne uznanym poglądom, lub za zarozumialców, którzy chcą być mądrzejsi od całego świata. Podzielanie tego poglądu stało się obowiązkiem. Nieliczni, którzy są zdolni do wydawania własnych sądów, muszą teraz milczeć; ci zaś, którym wolno mówić, to ludzie niezdolni do własnego zdania i własnego sądu, którzy są tylko echem cudzych poglądów; tym gorliwiej jednak i tym fanatyczniej ich bronią. Nienawistny jest im każdy myślący inaczej, i to nie tyle z powodu zuchwalstwa, jakie wykazuje wypowiadając własne zdanie; rzecz taka im się nigdy nie zdarza i w gruncie rzeczy są tego świadomi. Krótko mówiąc, bardzo mało ludzi umie myśleć, ale jakiś pogląd chce mieć każdy. I cóż pozostaje innego, jak przejąć gotowy pogląd od innych, zamiast wypracować go samemu?


 

Tekst powstał również dzięki wsparciu moich Patronów. Serdecznie dziękuję osobom takim jak:

– Jakub Adamczyk

– Woszta Kaszubska

– Mariusz Lis

– Aleksandra Bielak

– Robert Gajewski

– Piotr Żółkiewski

Jeśli również chciałbyś mnie wspomóc, zapraszam na mój profil Patronie.

in
%d bloggers like this: