Dlaczego czasem ciężko być twórcą - Dox
Pseudopisarz

Dlaczego czasem ciężko być twórcą

Dlaczego czasem ciężko być twórcą

Bardzo lubię pisać. To jednak nie oznacza, że nie ma w moim życiu chwil, w których najchętniej roztrzaskałbym klawiaturę.

Często powtarzam, że mam bardzo dobrych Czytelników. Dobre komentarze pod postami, fajne rozmowy w wiadomościach prywatnych, aktywna grupa na fejsie. A mimo to czasem są chwile, gdy na jakiś czas mam dość.

Oto lista mniej lub bardziej frustrujących rzeczy, z którymi prawdopodobnie spotka się każdy piszący.

Ludzie, którzy piszą tylko po to, żeby skrytykować.

Tacy trafią się zawsze. Nie masz pojęcia skąd i po co się biorą. Czytają większość rzeczy, które napiszesz. Ich komentarz pojawia się jako jeden z pierwszych. Nie dowiesz się, dlaczego post jest zły. Za to przeczytasz, że jesteś słaby, nie ma sensu z Tobą rozmawiać (to po co w ogóle piszesz i mnie czytasz?).

Ludzie, dla których jesteś beznadziejny, bo myślisz inaczej od nich.

To Ci, którzy nawołują do samodzielnego myślenia. A potem, gdy faktycznie je przejawiasz, wkurzają się, bo oni mają inne zdanie.

Przewrażliwieni szczegółowcy.

Nie spodoba im się jedno zdanie w całym tekście. Od razu uważają, że wszystko co napisałeś było do dupy. A tak w ogóle to gówno się znasz na tym temacie.

Ludzie którzy najlepiej wiedzą, o czym powinieneś pisać.

Okazuje się, że to nie Ty wiesz, o czym ma być Twoja strona. Oni wiedzą lepiej. Niestety często sami zmieniają zdanie, przez co ciężko jest się do nich dostosować.

Ludzie powiązani z tymi z punktu powyżej – tacy, którzy myślą, że piszesz specjalnie dla nich.

Napisałeś dobry tekst, ale tematyka nie spodobała się kilku osobom? Na pewno się skończyłeś, nie masz już o czym pisać, a poza tym to pisz więcej o XYZ.

Ludzie, którzy muszą poinformować o tym, że odchodzą.

Gdyby mogli, przed Twoim domem usłyszałbyś fanfary. Specjalna delegacja oznajmiłaby, że Jan Kowalski NIE LUBI już twojej strony. Niestety, nie może tego zrobić, więc pisze tylko „Unlike. Pa.”

Co zabawne, piszą tak osoby, które przeważnie kojarzysz tylko z jednego komentarza. Tak, właśnie tego na odchodne.

Ludzie, którzy będą Ci grozić.

Uwaga, doszliśmy do poziomu najgorszego z możliwych. Kilka razy otrzymałem w swoim życiu pogróżki. Raz napisałem post, w którym wyśmiałem Wielką Lechię. O dziwo jacyś jej fanatycy postanowili się zmobilizować. W komentarzach oraz na pw codziennie życzono mi śmierci, grożono wpierdolem itp. Wtedy po raz pierwszy zrozumiałem, że trzeba banować niektórych ludzi.

Drugi raz podobna akcja miała miejsce, gdy wrzuciłem art mówiący o tym, dlaczego lepiej przyjmować Ukraińców niż ludzi z Bliskiego Wschodu do pracy w Polsce. Wtedy banda jełopów uznała, że należy mi się wpierdol za „popieranie Ukrów”.

Tworzyć i nie zwariować

Może dziwnie to zabrzmi, ale do pisania naprawdę trzeba mieć psychikę. Znam kilka osób, które w moim mniemaniu pisały lepiej niż ja. Jednak poddały się, bo nie mogły wytrzymać negatywnych komentarzy.

Niektórym wydaje się, że mogą sobie pozwolić na wszystko. To Internet, więc wyżyję się pisząc, że autor jest gównem. Będę pod każdym postem uświadamiał mu, że jest kiepski, powinien już dawno temu dać sobie spokój. Zbanujesz kogoś takiego, zaraz będzie płakał na grupach, że został zablokowany i gdzie jego „wolność słowa”.

Kiedyś też odpowiadałem agresywnie. Ktoś mnie obraził, odpowiadałem dziesięć razy mocniej. Teraz wiem, że to było głupie. Są lepsze sposoby – na przykład właśnie banowanie. Chamskie odpowiedzi zachęcały innych do podobnego poziomu komentarzy. Od jakiegoś czasu jednak bardziej o to dbam, samemu też staram się pilnować.

Jestem na jednej fejsbukowej grupie, która z założenia zrzesza osoby, które oceniają swoje prace artystyczne. Problem w tym, że wiele osób po prostu hejtuje.

Zastanawiam się, ile osób zrezygnowało ze swojej pasji tylko dlatego, że ktoś w którymś momencie życia ich przekreślił. Kiedyś napiszę dla Was osobny tekst, opowiem Wam trochę o sobie. Gdy go przeczytacie, będziecie się zastanawiać, jak to się w ogóle stało, że teraz mnie czytacie.

Gdy widzę czyjś tekst, oglądam jakąś pracę, włączam nagranie na YT, zawsze staram się pilnować. Słaby content po prostu olewam, zapominam i nigdy nie wracam. Jednak jeśli ktoś zrobi coś kiepskiego, ale widać, że się stara i próbuje, nigdy nie krytykuję. Z założenia nie zostawiam kąśliwych i negatywnych komentarzy.

W ogóle w tym tygodniu zrobiłem sobie eksperyment. Postanowiłem pokomentować twórczość innych (a ja rzadko zostawiam komentarze, wolę po prostu samemu pisać swoje rzeczy). W każdym razie pod postami zupełnie obcych mi ludzi zacząłem pisać:

„Świetny podcast, Jarku! Dobrze mi się słuchało, zwróć może w przyszłości uwagę na…”

„Ania! Ta grafika jest kapitalna, w życiu nie potrafiłbym czegoś takiego zrobić”

„Fajnie, że podjąłeś ten temat we wpisie. Osobiście sądzę, że…”

Czy autorzy tych rzeczy wszystko zrobili idealnie? Oczywiście, że nie. Ale wiecie co? W tym roku byłem zadowolony raptem z kilku moich postów. A napisałem przecież lekko licząc około stu.

Nie zawsze zrobisz coś idealnie. Ba, przeważnie zauważysz, że dało się wykrzesać więcej. Pewnie też ktoś to w końcu skrytykuje. Problem w tym, że gdybym ja brał takie rzeczy do siebie, nie moglibyście mnie teraz czytać. Już w liceum opowiadając znajomym, że chcę w przyszłości pisać o polityce śmiano się i pytano, kto to w ogóle będzie czytał.

Cóż, jak widać ktoś tam czyta.

in
%d bloggers like this: