Dlaczego Polska potrzebuje silnego lidera? - Dox
Pseudopolityk

Dlaczego Polska potrzebuje silnego lidera?

Dlaczego Polska potrzebuje silnego lidera?

Wielu z nas marzy o zmianie Polski na lepsze. Mamy różne pomysły, ba! Często nawet angażujemy się w różnego rodzaju akcje społeczne czy też polityczne.

Polska scena polityczna jaka jest, każdy widzi. Mamy rząd z niezwykle wysokim poparciem, które zapewnił sobie zgubnym socjalem. Z kolei „totalna opozycja” nie stanowi żadnej alternatywy. Pozostaje nam zadanie ważnego pytania: Jak żyć?

Na Zbyt Poinformowanych dyskusja toczy się ostatnio wokół trzech ugrupowań: Kukiz’15, Nowoczesnej oraz Wolności. Kto czytał komentarze ten wie, jak skrajne emocje budzi poruszanie wątku wspólnej walki o lepszą Polskę.

Polacy chcą silnej władzy

Zanim zacznę o tym pisać, najpierw inna kwestia. Musimy zastanowić się nad tym, jaka jest mentalność statystycznego Polaka.

Ja wychodzę z założenia, że przeciętny zjadacz chleba w naszym kraju chce rządów silnej ręki. W Polsce bardzo mocno kultywuje się rolę lidera, jednostki, która poprowadzi cały naród.

Być może to właśnie stąd te tęskne nawoływania za monarchią, zżymanie się na to, jaka ta demokracja jest głupia. Poza tym nawet teraz znaleźlibyśmy wielu Polaków, którzy chcieliby prezydenta z takimi uprawnieniami, jakie ma ten w USA (Dox nieśmiało podnosi rękę…).

Do tego wspominamy dawnych władców Polski, hucznie obchodzimy urodziny Piłsudskiego… Cholera, nawet Wałęsa ma w dalszym ciągu grono wiernych fanatyków. Oznacza to, że w Polakach w dalszym ciągu zakorzeniona jest chęć posiadania lidera. Zaufania mu i dania dużych uprawnień.

Dlaczego o tym piszę? Bo to bardzo mocno odbija się na współczesnej polityce.

W tym kraju nie ma partii dla ludzi z moim wykształceniem

Każde liczące się ugrupowanie w kraju ma charakterystycznego lidera. Zobaczcie, ile straciła Platforma po odejściu Tuska. Tego samego człowieka, którego wielu Polaków zatłukłoby gołymi rękami. Ale są przecież tacy, którzy w dalszym ciągu widzą w nim jedyny ratunek dla kraju.

Petru nie podołał liderowaniu, musiał zostać zmieniony. Często słyszę takie hasło: „Potrzebujemy nowych twarzy”. Zabawne, podam Wam ciekawostkę:

137 mandatów w Sejmie mają debiutanci;

114 mandatów mają posłowie, którzy wcześniej byli wybrani tylko raz;

No to skarby, jakich „nowych twarzy” my jeszcze potrzebujemy? Mamy ~250 względnie nowych osób – co takiego się zmieniło? Albo inaczej – czy uważacie, że doszło do jakichś drastycznych zmian?

Najważniejsi są liderzy

No! W końcu mogę przejść do sedna.

Ostatnie kłótnie na ZP mają na całe szczęście dobre podłoże. Mianowice myślę, że wszyscy chcemy jak najlepiej. Chciałbym póki co skupić się na jednej rzeczy – wierze w to, że oddolnie można coś zdziałać.

Chodzi mi tutaj zwłaszcza o mówienie, że Kukiz/Wolność czy zwłaszcza Nowoczesna mają dobrych działaczy lokalnych. Powiem Wam tak – gdy kilka lat temu działałem w KNP przekonywano mnie, że w PiS jest wielu wolnościowców. Że po prostu ci ludzie czekają na dojście do władzy, wtedy zaczną wprowadzać dobre reformy. No to doszli do władzy większościowej, dziękuję za takie zmiany.

Ja naprawdę wierzę w to, że tam „na dole” są świetne osoby. Działacze, którzy mają dobrze poukładane w głowie. Rozchodzi się o to, że oni nie mają wiele do gadania. Rządzić zawsze będzie góra.

Osobiście sądzę, że przede wszystkim potrzebny jest lider, który zbierze całe towarzystwo. Dla mnie z całą pewnością nie jest kimś takim Katarzyna Lubnauer. Ani ona, ani inna „czołówka” polityków Nowoczesnej.

Bardzo rozczarował mnie też w ostatnim czasie Paweł Kukiz. Było dużo mówienia o „wolności” w jego ugrupowaniu. O tym, że każdy poseł może mieć własne zdanie. Niestety, czas pokazał, że owszem, może mieć własne zdanie. Problem w tym, że tylko wtedy, gdy jest ono przynajmniej podobne do zdana Pawła Kukiza. Sprawy z liberalizacją dostępu do broni nawet nie chce mi się komentować.

Po czyjej stanąć stronie?                                                                                                         

Szczerze mówiąc znajduję się w punkcie, w którym nawet nie chce mi się popierać żadnej opcji politycznej. Chyba po prostu w tej chwili nie widzę niczego sensownego.

Rozumiem natomiast tych, którzy chcą próbować coś budować. Szukać nowych opcji, porozumień. W mojej opinii ludzie starający się likwidować podziały w polityce zasługują na szacunek. Ja osobiście nie mam chęci ani siły.

Ważna jest też natomiast kultura wypowiedzi. Sposób, w jaki próbujemy budować dialog. Obecnie prawica ma ten sam problem co lewica – tworzenie się wielu podziałów i brak jakichkolwiek owoców.

Przekładając to tylko na ZP – możemy się żreć o wszystko, wyzywać od kretynów i wyśmiewać pomysły drugich. Możemy. Pytanie tylko co to da.

 

in
%d bloggers like this: