Kogo będziesz dziś udawał? - Dox
Pseudopisarz

Kogo będziesz dziś udawał?

Kogo będziesz dziś udawał?

Czasem mówi się o tym, że człowiek nosi maskę. Udaje kogoś, kim nie jest. Co więcej, udaje kogoś, kim zapewne chciałby być. Idea noszenia takiej maski jest zwykle kojarzona negatywnie. Z jakimś niedowartościowaniem, dwulicowością, ułudą. Naprawdę trzeba patrzeć aż tak głęboko?

Przypomina mi się gombrowiczowska „gęba”.  W zasadzie sam Gombrowicz skłonił mnie do napisania tego tekstu. „Moja gęba całowała jej gębę, ponieważ jej gęba całowała moją gębę.”. Czyli jej ułuda żyła moją ułudą. Coś wspaniałego. I zakłamanego.

A przecież to wszystko jest znacznie bardziej prozaiczne. To nie jest tak, że człowiek nosi maskę, bo chce się pokazać z lepszej strony. To nie jest nawet tak, że chce się dostosować. Dla mnie to jest taki wstręt przed brzydotą. Po prostu pod tą maską nic nie ma. Rozumiecie, takie nijakie społeczeństwo. Bylejakość, tempo życia, pogoń za czymś, co nie istnieje.

Bo ludzie są brzydcy. Takie doszukiwanie się sensu tam, gdzie go nie ma. To już Różewicz ostrzegał, że niebawem miłość zmieni się w pornografię a sztuka w kicz. No i się zmieniła. TV robiąca ludziom wodę z mózgów, książki pisane pod czytelnika a nie ze względu na chęć przekazu. Maska komercyjna, ot co.

Świat przyspieszył, świat się zmienił. Ja zostałem gdzieś z tyłu. Moja maska nie pasuje do epoki. Jakoś tak nie było czasu na przymierzenie lepszej. Albo rozmiar mi nie pasował.

Czuję się trochę tak, jakbym był skazany na fałsz. Na jakieś życie w kłamstwie. Na przymusową zabawę w miłe słówka. Na udawanie, że życie jest okey. No jest okey. Ale zależy to wszystko od perspektywy. A jedyną prawdą objawioną, którą mogę przekazać innym o sobie to: „Jeśli jestem skazany na fałsz, jedyna szczerość mi dostępna polega na wyznaniu, że szczerość jest mi niedostępna.”.

To trochę tak, jakbym gdzieś się pogubił. Tylko nie do końca wiem, w którym momencie. Kiedyś zabrakło mi cukru do herbaty. Może wtedy? Nie wiem. Naprawdę, nie wiem.

Mam jednak wrażenie, że ginę od bylejakości. Drażni mnie ona. W ogóle przeraża mnie jej ogrom. Ze mnie był zawsze cholerny perfekcjonista. Rzadko mi na czymkolwiek zależało, ale jak już zależało to na całego. I wtedy wszystko musiało być perfekcyjne. Ale w byle jak ułożonym świecie wszystko co zrobię wydaje się bylejakie.

Kiedyś chciałem zmienić świat. Dziś próbuję już tylko zmienić siebie. Próbuję zdjąć maskę i udawać, że to, co jest pod nią jest akceptowalne. To trudne, mój umysł wciąż się broni.

Mam w ogóle wrażenie, że dopóki tego nie zrobię, będę stał w miejscu. Będę umierał wraz ze światem, który zdycha już od dawna. Mało w tym świecie miejsca dla mnie. Próbuję więc od jakiegoś czasu stworzyć swój własny. Aktualnie w nim przebywasz – jak się czujesz?

Sztuka. To mnie w jakiś sposób pasjonuje. Okey, bardziej ekonomia. Ale ekonomia jest po to, żeby zaspokoić jakiś tam mój głód intelektualny, a w przyszłości być może i głód rzeczywisty. Ale sztuka, artyzm, o! To mnie pochłaniało od zawsze. To było jak wyłapywanie najlepszych skrawków ze swojej duszy i pokazywanie ich światu. Takie wyjmowanie czegoś spod maski i pokazywanie innym, ale przede wszystkim sobie, że jeszcze coś znaczysz.

Ale nie podoba mi się obecna sztuka. Nie zachwyca mnie, nie pasjonuje. Moja maska jest niedopasowana, innej nie mam. To jak skazanie na życie na uboczu i introwertyzm. Z tym, że ja nie jestem typowym introwertykiem. Ja w ogóle nie jestem typowy. I co z tym zrobić?

Odpowiedź wydaje się tylko jedna. Podobno przed sobą samym i własną niedoskonałością można uciec tylko w objęcia drugiego człowieka. I ty musisz zrobić to samo dla kogoś innego. No to co? Do dzieła.

 

Tekst pochodzi ze stycznia 2015 roku. 

 

in
%d bloggers like this: