Nigdy nie wiesz, kiedy zaczną Cię nienawidzić - Dox
Pseudopolityk

Nigdy nie wiesz, kiedy zaczną Cię nienawidzić

Nigdy nie wiesz, kiedy zaczną Cię nienawidzić

Współczuję Beacie Szydło. Tak najzwyczajniej w świecie jest mi jej szkoda.

Ten wpis nie ma być o tym, czy to była dobra premier, czy też zła. Bardziej chodzi o to, w jaki sposób została potraktowana.

Szydło mogła być w Platformie

Nie wiem czy wiecie, ale w 2005 roku Szydło zamierzała wstąpić do Platformy Obywatelskiej. Złożyła już nawet deklarację. Koniec końców znalazła się jednak w ugrupowaniu Prawa i Sprawiedliwości.

W partii od kilkunastu lat odgrywała ważną rolę. Nie była zwykłym szeregowym posłem. To ona kierowała sztabem wyborczym Andrzeja Dudy. Początki nie były łatwe, przypominam:

 

Jak to się zwykło mawiać #takByło. A jak się skończyło, wszyscy wiemy.

Nie powiem, żebym Szydło jakoś specjalnie lubił, bo nie lubię za bardzo samej partii, którą reprezentuje. Mimo to jej życiorys pokazuje, że Prawo i Sprawiedliwość mając ją w swoich szeregach z całą pewnością zyskał.

Brak profesjonalizmu

Sposób, w jaki ktoś tak ważny odchodzi, był żenujący. Tak naprawdę nawet nie dano się Szydło należycie pożegnać. O jej odejściu poinformowała w końcu rzecznik PiS-u Beata Mazurek:

Premier Beata Szydło na ręce komitetu politycznego PiS złożyła rezygnację z pełnionej funkcji. Została ona przyjęta.

Naprawdę tak ciężko było pozwolić byłej premier na powiedzenie kilku zdań na koniec? Ludziom musiał wystarczyć ten wpis na Twitterze:

 

Dobrze opisał to Kazimierz Marcinkiewicz, który powiedział:

Wiedziałem już miesiąc wcześniej, że jest rozważana zmiana premiera, że ktoś ma mnie zastąpić. Zostałem zaproszony na komitet polityczny. Tam Jarosław Kaczyński ogłosił, że potrzebne jest przyspieszenie i wymiana szefa rządu na niego. Wszyscy się wypowiadali, była dyskusja, większość była za tym krokiem. Otrzymałem 24 godziny na przemyślenie dymisji i zdecydowałem, że odchodzę.

Nie poznaję Jarosława Kaczyńskiego, który zawsze był wobec kobiet szarmancki i pełen szacunku. A tu potraktował panią premier naprawdę strasznie nieelegancko – powiedział polityk.

A może “za zamkniętymi drzwiami” rozstali się w zgodzie?

Tak, bardzo możliwe, że wewnątrz partii wszystko wyglądało okej. Natomiast problemem był raczej przekaz dla społeczeństwa. Wyjaśnię Wam, skąd taki a nie inny tytuł tego wpisu.

Śledząc różne portale zauważyłem, że ludzie bardzo szybko obrócili się przeciwko Szydło. Nie mówię, że wszyscy. Ba, pewnie nawet mniejszość jej zwolenników.

Natomiast faktem jest, że im więcej pojawiało się przecieków o jej możliwym odejściu, tym więcej kanapowych polityków, którym na nasze nieszczęście demokracja dała prawo głosu, wyrażali swoją radość.

Bardzo dobrze, że odchodzi! Przecież od samego początku się nie nadawała! Skoro Kaczyński już jej nie chce, to musiała być słaba!

Tak jak zaznaczyłem na początku, nie należałem do jej zwolenników, ponieważ nie jestem zwolennikiem samej partii. Natomiast trzeba przyznać, że Szydło nie była politykiem, który rzucałby słowa na wiatr (co w sumie też nie było takie super – niektóre postulaty naprawdę mogłyby pozostać niezrealizowane). W każdym razie starała się być słowna, nie chciała zawieść wyborców.

Mam też w pamięci jej przemowę przed politykami Unii Europejskiej. Przemowę, która mnie osobiście nieco znudziła, jednak sprawiła, że nie można było zarzucić tej kobiecie jednej rzeczy – odwagi. Potrafiła stanąć przed ludźmi, którzy w większości przypadków byli jej przeciwnikami. Ale stanęła. Była dumna, pewna siebie.

Dlatego tym bardziej szkoda, że roszady przeprowadzono w taki sposób. Że było w tym tyle niepewności, czekania do ostatniej chwili z tym, czy na pewno zmieni się premier.

Cóż, pozostaje mi życzyć pani Beacie Szydło pomyślności. Nie jest to polityk moich marzeń. Przynajmniej nie pod kątem poglądów. Ponieważ jeśli mówimy o wierności ideałom, ciężkiej pracy, odwagi i szanowaniu wyborców, tutaj była premier może być przykładem dla innych polityków.

Dobrej niedzieli.

in
%d bloggers like this: