Obrońcy spod Wizny - Dox
Pseudopisarz

Obrońcy spod Wizny

Obrońcy spod Wizny

Tekst napisany w 2011 roku.

 

7 września, Wizna, okolice Łomży.

Porucznik Stanisław Brykalski odbywał właśnie kolejną rozmowę z dowódcą SGO „Narew” Władysławem Raginisem. Obaj mężczyźni dobrze się znali, wiedzieli jednak, że już wkrótce niewiele będą mieli czasu na wspólne pogawędki.

– Wykryliśmy oddziały rozpoznawcze 10 Dywizji Pancernej, niestety, doszło do starcia, w którym nasz pluton zwiadowców został rozbity. Tak, Niemcy już nadchodzą. – Porucznik nie wykazywał żadnych oznak strachu, mówił tonem beznamiętnym, tak jakby relacjonował pogodę za oknem.

– Jaki jest stan liczbowy? Nasze fortyfikacje nie są jeszcze ukończone, w dodatku brakuje nam amunicji. Udało się nam sprowadzić dwa karabiny przeciwpancerne, niedługo powinny się nadać. – Raginis wyglądał na bardziej przejętego, choć obaj mężczyźni byli gotów zginąć za ojczyznę, to jednak dowódca lepiej wiedział, jak kosztowna może okazać się porażka.

– Mamy dokładne informacje. Szwaby mają trzy dywizje, ponad czterdzieści dwa tysiące żołnierzy, w dodatku są dobrze uzbrojeni, ponad trzysta pięćdziesiąt czołgów, nieco ponad sześćset pięćdziesiąt moździerzy. W dodatku mogą liczyć na wsparcie Luftwaffe.

– A więc możemy się również spodziewać ataku z powietrza. Cóż, musimy powiadomić o tym resztę naszych ludzi. Heinz Guderianowi jak widać zależy na szybkim przełamaniu naszej linii obrony. Nic w tym dziwnego, dostałem informację od naszego łącznika. Jest szansa na powstanie armii Warszawa, potrzebują jednak czasu, a Niemcy zauważyli co się święci. Zamierzają jak najszybciej dostać się pod stolicę, tam po prostu zdruzgocą naszych. Jesteśmy dla nich ostatnią szansą, nie możemy wygrać, ale możemy wytrzymać. – Ostatnie słowa Raginis wypowiedział cicho, głos mu się załamał, także i do Brykalskiego doszła cała powaga sytuacji. Byli ostatnią nadzieją dla Polski.

– Ile czasu potrzebują nasi? Mamy ledwo trzystu czterdziestu żołnierzy, nie jesteśmy w stanie stawiać zbyt długo oporu.

– Nie, nie jesteśmy, ale musimy. Dwa dni. Jeżeli do 10 września utrzymamy linię obrony, a Wizno nie zostanie zdobyte, to warszawiacy będą mieli szansę na przegrupowanie się.

Porucznikowi Brykalskiemu po policzkach zaczęły spływać łzy. Klęknął przed swym dowódcą, położył rękę na sercu i powiedział: Przysięgam na mój honor, na moją krew i na moją ojczyznę, że życiem swym zapłacę za przywilej nazywania się Polakiem.

Reginis również począł płakać, i on uklęknął i patrząc się prosto w oczy swojemu oddanemu przyjacielowi powiedział: Walczyć będę do końca, spełniając tym samym swój obowiązek.

8 września, ranek, obóz niemiecki.

– Czy wy naprawdę jesteście aż tak krótkowzroczni? – Generał Guderian nie mógł się wprost nadziwić bezmyślnością swego podwładnego. – Nie potrzebna nam tak duża armia? Owszem, na tych kilka bunkrów na krzyż z pewnością nie potrzebujemy kilkudziesięciu żołnierzy. Co innego gdy znajdziemy się pod Warszawą. Teraz są tam same niedobitki, uchodźcy z innych bitew. Nasz wywiad jednak donosi, że planują oni udać się za rzekę Bug i tam przegrupować oddziały. Potem znów będą się bronić, cholerni Polacy. Nasz XIX Korpus już uderzył, mają jednak problemy ze zdobyciem bunkrów, do południa powinni jednak skończyć z tymi żołnierzykami. Nazajutrz ruszamy pod Warszawę. W ogóle dziwię się, że oni nie chcieli się poddać, z raportów wynika, że mają tylko dwa karabiny przeciwpancerne, w dodatku do każdego tylko dziesięć sztuk amunicji. – Generał Guderian wybuchnął śmiechem, tak, Polacy nie mieli żadnych szans na dotrwanie do południa.

Ten sam dzień, późny wieczór.

– Jak to wytrzymali?! Nie mieli prawa wytrzymać! W dodatku zniszczyli aż czternaście naszych czołgów! DWADZIEŚCIA sztuk amunicji! Jakim cudem zdołali je zniszczyć! Osobiście każę rozstrzelać Falkenhorsta, to on nimi dowodził! Nie, tak nie będzie, od jutra zmieniamy taktykę. Jeśli nasz ostrzał nie jest w stanie sobie poradzić z ich bunkrami, to wykończymy ich pojedynczo. Nasi żołnierze wspierani przez czołgi i Luftwaffe będą zajmowali kolejne umocnienia, stracimy kilkunastu żołnierzy, jednak w kilka godzin złamiemy całą linię obrony.

9 września, noc.

– Jak?! Powiedzcie mi jak?! Zajęliśmy tylko połowę bunkrów! Jakim cudem nie udało nam się zdobyć reszty?! – Generał Guderian był wściekły, jego ludzie mieli co prawda małe straty, ale stracili już w Wiźnie zbyt dużo czasu. W dodatku nie mógł pojąć jak kilkudziesięciu pozostałych przy życiu Polaków może dalej stawiać opór. Jeden z poruczników zaryzykował odezwanie się do dowódcy i powiedział to, o czym myśleli wszyscy.

– Generale, na drodze stoi nam jeden bunkier, dowodzi nim niejaki porucznik Stanisław Brykalski. Jego ludzie walczą z niespotykanym zaangażowaniem, nie chcą skapitulować. W dodatku resztkami amunicji przeciwpancernej zniszczyli nasz czołg, nie wiemy już jak mamy do nich podejść.

Twarz generała Guderiana poczerwieniała, jego źrenice zrobiły się wąskie, z furią trzasnął on rękami o blat stołu i wykrzyknął: Jesteście wszyscy członkami III Rzeszy! Walczycie dla samego Adolfa Hitlera! Powinniście być gotowi zabijać i ginąć tylko i wyłącznie z jego woli! Tymczasem boicie się jednego porucznika, któremu w dodatku kończy się amunicja. Nad ranem musimy wyruszyć w kierunku Warszawy, jednym szturmem zdobędziemy wszystkie bunkry. Czy wyraziłem się jasno?

W tym samym czasie, bunkier.

– Poruczniku, nie wytrzymamy już długo! Nie mamy już amunicji przeciwpancernej, zwykłych naboi też brakuje. – Młody szeregowy Chocimski był zaledwie kilkunastoletnim żołnierzem. Walczył jednak dzielnie, wiedział co prawda, że przyjdzie mu zginąć z niemieckiej ręki, jednak dopiero teraz naprawdę był tego świadom.

Porucznik Stanisław Brykalski tylko się uśmiechnął. Był dumny ze swoich ludzi. Cieszył się, że przyszło mu umierać wśród tak odważnych żołnierzy. Jednak i oni potrzebowali wsparcia, otuchy.

– Powiedz mi proszę mój drogi, czy twoja rodzina nadal żyje? – młodzieniec przytaknął – No więc masz dla kogo walczyć.

Pomyśl, jeśli dziś zginiesz ty, to może zapewnisz życie twojej matce, ojcu, żonie czy siostrze. Nikt nie chce umierać, to prawda. Jednak ze wszystkich rodzajów śmierci to ta oddana za naszych bliskich jest najpiękniejsza. Nasi ojcowie walczyli za wolną Polskę, nikt nie spodziewał się kolejnej wojny. Ta jednak nadeszła. Musimy być dzielni, musimy pokazać, że nasi przodkowie nie ginęli nadaremno. Mój dziadek zginął podczas I wojny światowej, ojcu udało się przeżyć. I choć teraz już nie żyje, to nauczył mnie jednego, nie żyje się dla siebie, żyje się dla innych. Kiedyś ktoś walczył za nas, teraz my walczymy za kogoś, taki już jest los. Pomyślcie sobie o przyszłych pokoleniach, za kilkadziesiąt lat w szkołach jakiś nauczyciel powie: Była kiedyś wielka bitwa pod Wizną, Polacy stawili opór III Rzeszy, dali nadzieję na dalszą obronę Rzeczpospolitej. – Czy nie warto jest umrzeć dla rodaków? – Chocimski myślał już tylko o swojej żonie i córeczce, tak, pomyślał, warto jest umrzeć za naszych bliskich.

10 września, ranek.

Niemieckie oddziały szturmem ruszyły na resztki sił polskich. Bunkier broniony przez porucznika Stanisława Brykalskiego padł jako pierwszy. Generał Guderian z radości kazał podpalić jego zwłoki. Jednak siły SGO „Narew” dalej walczyły. Już udało im się wytrzymać postanowione dwa dni, z pewnością oddziały w Warszawie zdążyły się już przegrupować. Nikt jednak nie myślał o kapitulacji. Wielu Polaków zginęło, niektórzy (podobno około czterdziestu) dostało się do niewoli. Jednak kilkunastu żołnierzy ciągle strzelało, kilkunastu żołnierzy dalej walczyło w obronie ojczyzny. Ogień wstrzymany, broni się już tylko jeden bunkier, dowodzi nim sam Władysław Raginis. Jego ludzie są wymęczeni, większość jest ranna. Parlamentariusz niemiecki wysuwa Polakom propozycję – generał Guderian w swej łaskawości daruje życie obrońcom spod Wizny, jeśli oni dobrowolnie się poddadzą. Władysław Raginis prosi o czas do namysłu. – Zawsze byłem z was dumny – mówi do swych żołnierzy, jego oczy błyszczą się od kropel łez. – A teraz idźcie, mój czas już nadszedł. Powiedźcie rodakom, że walczyliśmy do końca. – Kilku żołnierzy opuszcza schron, jednak wśród nich nie ma dowódcy. Kilkanaście sekund później do uszu wszystkich dochodzi głośny wybuch. Ktoś w bunkrze odbezpieczył granat.

Historia w dużej mierze oparta na faktach, nieco tylko zmodyfikowana na potrzeby tekstu.

in
%d bloggers like this: