Odkąd pamiętam interesowałem się piwem
Pseudopisarz

Odkąd pamiętam interesowałem się piwem

Odkąd pamiętam interesowałem się piwem

Uważam, że każdy człowiek powinien mieć pasję. Niewielu ludzi jednak daje się jej ponieść i całkowicie jej poświęcić. Na całe szczęście są jeszcze tacy goście jak Michał „Sidd” Zaborowski. Udało mi się namówić go na wywiad. Dzięki temu dowiecie się, jak wygląda życie osoby, która dała się pochłonąć… piwu.

Jednak nie tylko o tym była rozmowa. Weszliśmy również na temat studiów, roli alkoholu w naszym państwie (doszliśmy do wniosku, że powinno mieć znacznie większą!) czy fundacji FASola.

Wierzę, że tekst się Wam spodoba, tak więc nie będę już przedłużał.

 ****

„Odkąd pamiętam interesowałem się piwem”. Takie zdanie o sobie napisałeś na swoim blogu. No właśnie, piwem interesuje się wiele osób, szczególnie w weekendy. Zwykle kończy się jednak na degustacji, czy może wręcz ordynarnym chlaniu. W Twoim przypadku faktycznie jest to Twoja pasja i rzecz, której się poświęcasz. W którym momencie pojawiła się u Ciebie myśl – “hm, chciałbym w życiu zajmować się piwem”?

Wszystko zaczęło się od mojego dziadka, który w poprzednim wieku miał okazję próbować piw w różnych “kultowych” miejscach Europy – jak Monachium, Pilzno czy Budziejowcie. Był z niego gawędziarz i odpowiadał barwne historie na ten temat. Na tyle ciekawe, że postanowiłem odwiedzić piwne stolice jak dorosnę. Kluczowa była jednak piwna rewolucja w Polsce, która zbiegła się z moją pełnoletnością. W Bydgoszczy postał kraftowy sklep, a sposób w jaki sprzedawca opowiadał o premierowym wówczas Rowing Jacku z AleBrowaru tak mnie zachęcił, że kupiłem sobie to piwo. I bardzo się zaskoczyłem – gorycz, aromat i smak były dla mnie tak zachwycające, że zacząłem dalej szukać i poznawać nowe smaki. Niedługo przyszła fascynacja warzeniem piwa, później kwestiami technicznymi, chemicznymi i biologicznymi. Bezpośrednio wpłynęło to na wybranie kierunku studiów, czyli technologii żywności, która blisko związana jest z warzeniem i fermentacją.

O, bardzo dobrze, że wspomniałeś o technologii żywności. Połączyłeś swoje zainteresowania ze studiami. Tego akurat wiele osób może Ci pozazdrościć. Do tego przecież piszesz, relacjonujesz różne eventy, fotografujesz. Jestem jednak ciekaw tego, jak zareagowali Twoi znajomi, rodzina, gdy powiedziałeś im o swoich planach na życie. No bo właśnie, w jaki sposób chciałbyś utrzymać się z hm, “siedzenia w piwie”?

Nigdy nie spotkałem się z obiekcjami bliskich. Wybór drogi życiowej, studia (i później założenie bloga) są dla mnie (i rodziny) raczej naturalną koleją rzeczy. Niektórzy znajomi dziwią się, jak można interesować się piwem na gruncie innym niż przyswajanie procentów. Jak widać, można – na poznawaniu nowych smaków, czy odwiedzaniu konkretnych miejsc się nie kończy. Warzenie piwa, odkrywanie jego historii, czy badania naukowe z nim związane – tu dopiero zaczyna się „zabawa”. W przyszłości chciałbym pracować w browarze lub otworzyć własny, badać piwo czy jego składniki. Branża rzemiosła piwnego jest dość młoda i przez wiele lat będzie tu sporo do zrobienia, na wielu frontach.

Załóżmy, że jestem piwnym amatorem (w sumie nawet nie musimy tego zakładać), na co powinienem patrzeć, aby dokonać dobrego wyboru w sklepie?

Dużo zależy czego szukasz. Zwykle warto pokładać nadzieję w kompetencjach sprzedawcy – małe sklepy z rzemieślniczym asortymentem zazwyczaj prowadzone są przez znawców tematu. Najprościej kierować się poziomem goryczki, słodyczy i ogólnym charakterem piwa. W gąszczu piwnych stylów, liczonych w setkach, łatwo się pogubić. W Internecie (na blogach, przewodnikach czy agregatorach ocen) wszystko jest wyjaśnione. Co lekkie, co mocne, co smakuje owocami choć ich nie ma, a co i dlaczego jest kwaśne. Mnogość pozycji na rynku pozwala znaleźć odpowiedni smak – w opozycji do produkcji koncernowych, które umyślenie pozbawione są wyrazu. Często słyszę zdanie „ja to piwa nie lubię”. To dlatego że odpowiedniego jeszcze nie próbowałeś.

Gdy przeglądałem Twojego bloga zobaczyłem tekst pod tytułem: “Piwo i pączek – foodpairing na Tłusty Czwartek“. Zacząłem się zastanawiać, do jakich przekąsek, dań, nietypowych potraw pasuje piwo. Masz tutaj jakieś osobiste preferencje?

Praktycznie do każdego posiłku da się dobrać piwo. Od dań głównych do deserów – liczba stylów pozwala na mnóstwo połączeń. Ja lubię zestawienia na podstawie kontrastów. Jak choćby wędzone torfem stouty do delikatnego tatara, czy goryczkowe, cytrusowe IPA do słodkich ciast. Dobrą drogą jest wykorzystanie piwa w potrawie – jako bazy do sosu czy ciasta, a następnie wypicie go do gotowego dania. Metoda znana z branży winiarskiej, a w Polsce nadal niezbyt popularna.

To w sumie ciekawe, że tak rzadko wykorzystujemy piwo. “Wina i oliwy kraj ten dla ostrego północnego zimna nie ma; zamiast wina używa piwa, które robią z żyta, pszenicy i jęczmienia albo orkiszu” – takie zdanie zostało zapisane w kronice Jana Długosza w “Rocznikach, czyli kronikach sławnego Królestwa Polskiego”. Okazuje się, że praktycznie od początków naszego państwa towarzyszył nam ten napój. Uważasz, że Polacy powinni uczynić z niego typowy polski produkt eksportowy?

Zdecydowanie – zwłaszcza że mamy klika piwnych stylów, które pochodzą z naszego kraju. Choćby Grodziskie – lekkie, jasne piwo z delikatnie wędzonym posmakiem. Spożywane w Polsce przez stulecia, zostało przywrócone do łask przez piwną rewolucję. Browar w Grodzisku Wielkopolskim znów działa, a wielu rzemieślniczych producentów warzy interpretacje „polskiego szampana”. Innym ciekawym stylem jest porter bałtycki – ciemny, mocny o złożonym smaku z nutami kawy, czekolady i palonego zboża. Od czasów rewolucji dobre polskie piwa coraz częściej trafiają na eksport i są doceniane w konkursach i degustacjach za granicą. Ciężko konkurować z dobytkiem piwowarskim USA czy Wielkiej Brytanii, ale rodzima scena należy do najbardziej dynamicznych i perspektywicznych na świecie

Jedna rzecz zastanawia mnie szczególnie – kwestia zdrowia. Wiele mówi się o tym, że picie piwa jest wręcz zaprzeczeniem zdrowego trybu życia. Czy da się to pogodzić?

Piwowarstwo rzemieślnicze promuje rozsądne picie. Umiarkowane ilości – dla smaku, nie dla procentów. Alkohol nigdy nie będzie zdrowy dla organizmu, więc trzeba myśleć co się robi. Wkomponowanie degustacji w codzienną dietę i ćwiczenia pozwala na normalne funkcjonowanie. Co innego „żłopanie” z dodatkiem zakąsek i przekąsek – to pewny krok do zyskania niechcianych kilogramów. Istnieją składniki w piwie, które pozytywnie wpływają na zdrowie – nie można jednak stawiać ich nad szkodliwość alkoholu. A już na pewno nie można dopuszczać do sytuacji takich, jak choćby picie w ciąży.

Po raz drugi nawiązałeś do mojego kolejnego pytania. No właśnie, picie w ciąży. Wiem, że mocno wspierasz fundację FASola. Mógłbyś opowiedzieć nam o niej oraz o akcji BeerOff Challenge?

BeerOff Challenge to akcja, którą organizujemy razem z kolegami ze środowiska piw rzemieślniczych. Początkowo funkcjonująca pod inną nazwą na jednej z internetowych grup, przerodziła się w oficjalny event. Postawiliśmy sobie za cel szerzenie wiedzy na temat FAS i wsparcie organizacji z nim walczących. FAS, czyli alkoholowy zespół płodowy, mimo powszechnego występowania, nie jest dobrze znany Polakom. Wystarczy niewielka ilość alkoholu wypitego przez ciężarną, by wywołać nieuleczalne zaburzenia w rozwoju dziecka. Wzywanie nawiązuje do słynnej akcji ALS Ice Bucket Challenge. Zamiast dobrego piwa, kupujemy możliwie najtańsze i zawartość butelki lub puszki wylewamy sobie na głowę. Zaoszczędzone pieniądze przeznaczamy na działalność fundacji FASola, która aktywnie działa na polu rehabilitacji i aktywizacji dzieci cierpiących na FAS. Nie trzeba się koniecznie oblewać – wystarczy podać info o akcji dalej, nominować kolejne osoby. Chcemy, by każda wylana butelka zadziałała jak zimny prysznic i pokazała, że alkohol to przede wszystkim odpowiedzialność. Według statystyk, FAS dotyczy 1000 zdiagnozowanych przypadków rocznie. Objawia się w różny sposób – od najlżejszych zaburzeń, jak problemy z koncentracją, czy poznawaniem, przez niewłaściwą budowę ciała, po najcięższe – niewłaściwy rozwój mózgu, czy śmierć płodu. Wiele zależy od momentu ciąży, w trakcie którego doszło do spożycia alkoholu. Jedno jest pewne – wystarczy nawet najmniejsza dawka, by pojawiło się ryzyko powikłań. Badania dowodzą, że najczęściej ciężarne kobiety sięgają po piwo – to fakt, który dodatkowo motywuje nas do czynnego uświadamiania. Początek naszych oficjalnych działań zbiegł się ze światowym dniem wiedzy o FAS – 9 września. Fundacja FASola, którą wspieramy, zajmuje się edukowaniem przyszłych rodziców, a także działalnością terapeutyczną wobec dzieci z FAS. Zespołu nie da się wyleczyć, ale odpowiednio poprowadzony rozwój dziecka może złagodzić objawy. Jest to szczególnie ważne, gdyż jak wspomniałem, to problem nadal dość nieznany. Wiele maleństw nie zostaje poprawnie zdiagnozowanych, a niewłaściwe formy nauczania i wychowania tylko pogłębiają problem i niwelują szansę na normalne funkcjonowanie w życiu.

Wiele osób, zwłaszcza tych młodych, nie bardzo wie, co ze sobą w życiu zrobić. Ty jesteś przykładem na to, że tak naprawdę można poświęcić się całkowicie czemuś, o czym inni nawet by nie pomyśleli. Obaj pewnie zgodzimy się z tym, że ludzie często po prostu boją się realizować w rzeczach, które kochają. Mógłbyś jakoś przemówić im do rozsądku?

Hmm… Wystarczy uwierzyć we własne pomysły. Gdybym dawał porwać się wątpliwościom, pewnie nawet nie zacząłbym prowadzenia bloga. Wychodzę z założenia, że lepiej działać, niż żałować bierności. Moim zdaniem, rzadko kiedy ma się coś do stracenia, zwłaszcza w młodym wieku. Jeśli w przyszłości będę zarabiał i spełniał się w tym, co najbardziej lubię, to spełnię postawiony sobie cel. Gdyby nie ryzyko, dziś zamiast pracować nad inżynierką z piwa, byłbym filologiem polskim. Zdecydowanie nie żałuję. Mam wiele pomysłów na przyszłość i wiem, że je zrealizuję, wszystko to kwestia czasu – czy dotyczy to ścieżki zawodowej, czy bloga.

Czy był moment, gdy miałeś już tego dosyć? Przyszła taka chwila zwątpienia? Chęć rzucenia tego wszystkiego w cholerę?

Zdarzało się, że natłok obowiązków dawał mi w kość, ale pozostałem konsekwentny w swoich pomysłach. Najczęściej mam dosyć po kilku godzinach warzenia piwa w domu, litrach wylanego potu i z perspektywą sprzątania kuchni. Mówią sobie – nigdy więcej. Na drugi dzień zawsze przechodzi. To podobno przypadłość wielu piwowarów domowych <śmiech>

Załóżmy, że zabieram Cię na piwo, ale to Ty wybierasz dowolny lokal w Polsce, gdzie idziemy?

Gdybym miał się ograniczyć do jednego lokalu, na pewno byłby to pub z Bydgoszczy – Prolog9 lub Kraftodajnia. Oprócz dobrego piwa wyróżniają się dobrym klimatem. Ja zaproponowałbym Ci coś innego – wybieramy jakieś większe miasto i ruszamy na kraftowy pubcrawling. Próbując w każdym miejscu po jednym piwie, próbujemy kilku dobrych trunków, odwiedzamy kilka niepowtarzalnych miejsc i poznajemy mnóstwo wspaniałych ludzi w każdym z lokali.

 

Stronę Sidda znajdziecie tutaj – Chmielokracja

****

Tak właśnie wyglądała rozmowa z Siddem. Cieszę się, że są ludzie, którzy potrafią z piwa wyciągnąć więcej niż tylko promile. Poprosiłem Michała o rozmowę, ponieważ zobaczyłem w nim człowieka z pasją. Gościa, który faktycznie wie, czego chce od życia. Ponadto jest w wieku studenckim. Wiem, że masa ludzi w tym wieku ciągle błądzi. Czasem po prostu bojąc się zaryzykowania i spróbowania życia po swojemu. Mam nadzieję, że wywiad ten pokazał Wam, że nie ma się czego bać. Ot, najwyżej się przejedziecie. A bo to pierwszy raz w życiu?

in
%d bloggers like this: