Papież Polskiego Libertarianizmu, czyli rozmowa z Jackiem Sierpińskim - Dox
Pseudokrytyk

Papież Polskiego Libertarianizmu, czyli rozmowa z Jackiem Sierpińskim

Papież Polskiego Libertarianizmu, czyli rozmowa z Jackiem Sierpińskim

Co jakiś czas będę umieszczał na stronie wywiady z różnymi osobami. Nie zawsze będą one dotyczyły polityki, dziś jednak nie mogło być inaczej. Uwaga, jest to wywiad archiwalny. Pochodzi on z 2015 roku, gdy przyszło mi rozmawiać z Jackiem Sierpińskim, jednym z czołowych polskich libertarian.

Mam nadzieję, że dobrze spędzicie czas podczas czytania. Udało nam się poruszyć kwestię rozumowania pojęcia wolności, szans na zmianę mentalności ludzi w naszym kraju oraz kilka innych tematów. Dowiecie się również, po jakie książki warto sięgnąć.

Raz jeszcze dziękuję Panu Sierpińskiemu za udzielone mi odpowiedzi.

 

Czy mógłby Pan nam na wstępie opowiedzieć coś o sobie? Jak wygląda zwykły szary dzień Jacka Sierpińskiego?

W tej chwili wygląda tak, że sporo czasu zajmuje mi poszukiwanie pracy. Firma, w której pracowałem dwadzieścia lat, wpadła w trudności finansowe i praktycznie przestała funkcjonować. Więc próbuję znaleźć nową pracę, co nie jest łatwe. Przez ostatnie lata pracowałem jako specjalista od funduszy unijnych i kierownik komórki badawczo-rozwojowej, wcześniej przez kilkanaście lat jako administrator sieci i systemów komputerowych. Wydawać by się mogło, że nie powinienem mieć problemów ze znalezieniem przyzwoitego zatrudnienia. A jednak jest inaczej. Możliwe, że inaczej byłoby w wielu innych krajach, jednak w moim przypadku możliwości ubiegania się o pracę za granicą są ograniczone, ponieważ nie mam zdolności językowych i nie mówię płynnie po angielsku mimo wieloletniego kontaktu z tym językiem. Z czytaniem i pisaniem, a nawet tłumaczeniem tekstów z angielskiego na polski nie mam problemów, ale z rozmową tak. Być może poprawiłoby się to, gdybym przez dłuższy czas przebywał w środowisku anglojęzycznym, no ale do tej pory nie miałem takiej okazji.

Jak odkrył Pan swoją drogę w życiu? Co sprawiło, że został Pan libertarianinem?

Chyba zawsze miałem niechęć do przymusu i ciągoty wolnościowe, tym bardziej że dorastałem w PRL. Na studiach, pod koniec lat osiemdziesiątych, zaangażowałem się w działalność NZS, potem Federacji Anarchistycznej. Wpadło mi w ręce podziemne wydanie “Jednej lekcji libertarianizmu” Davida Berglanda, potem ucząc się angielskiego wypożyczyłem z uniwersyteckiej biblioteki zbiór tekstów o anarchizmie, gdzie był też artykuł Rothbarda “Społeczność bez państwa” – który przetłumaczyłem. Sporą rolę odegrała też literatura fantastyczno-naukowa, w której było trochę wizji społeczności funkcjonujących bez władzy państwowej, na czele z moim ulubionym “And Then There Were None” Erica Franka Russella, przetłumaczonym piracko na polski.

Sprawa kluczowa – czym jest wolność? Czy jest ona jednakowa dla wszystkich, czy też może każdy ma swoją własną wizję wolności? 

Pojęcie “wolność” może być różnie rozumiane. Libertarianie rozumieją przez to wolność od przymusu ze strony innych ludzi (czy też innych istot inteligentnych). Oczywiście, nie zawsze tak rozumiana wolność wszystkich osób jest możliwa – jeżeli ktoś chce przymusić do czegoś kogoś innego i w tym celu działa, to albo zmusi się go do odstąpienia od tego działania, albo on zrealizuje swój cel i sam zastosuje przymus. Libertarianie dopuszczają więc przymus w obronie jako konieczny w celu zapobieżenia innemu – agresywnemu – przymusowi. Oczywiście, byli i są też różni utopiści, którzy uważają, że można tak zmienić człowieka lub “poukładać” stosunki społeczne, by każdy robił to, co chce, a mimo to nie dochodziło do agresji jednych ludzi na drugich. Na przykład Charles Fourier uważał, że wystarczy w tym celu zorganizować społeczeństwo w “falangi” – odpowiednio dobrane wspólnoty zamieszkujące “falanstery”. Jednak patrząc realnie, dopuszczenie przymusu w obronie jest konieczne, by zapobiec innemu przymusowi. Czyli każdy może robić co chce, pod warunkiem, że nie stosuje agresji wobec innej osoby. Czyli nie ogranicza wolności dysponowania przez niego samym sobą i pokojowo nabytą własnością.


Jak wygląda idealna Polska oczami Jacka Sierpińskiego? 

Bogacąca się, dzięki brakowi ograniczeń krępujących swobodę działalności gospodarczej. Z coraz większą ilością kapitału, co przekłada się na łatwość znalezienia pracy i wyższe wynagrodzenia. Bez absurdalnych przepisów krępujących wolność osobistą, w której każdy – słowami Aleistera Crowleya – może żyć, pracować, bawić się, odpoczywać jak chce, jeść i pić co chce, mieszkać gdzie chce, mówić, pisać, malować, rzeźbić co chce, ubierać się jak chce, kochać jak chce, umrzeć jak chce i kiedy chce. Odwołująca się do przedrozbiorowych tradycji wolności i tolerancji. Taka, gdzie nacjonalizm, radykalny feminizm, marksizm, rasizm i inne ideologie głoszące wrogość pomiędzy grupami ludzi na podstawie tego, że w pewnych sytuacjach może występować między nimi sprzeczność interesów, a także prymat interesów kolektywnych nad indywidualnymi, są zjawiskiem marginalnym.

Załóżmy, że człowiek, który dotychczas całą tę politykę miał gdzieś, chciałby poznać świat oczyma wolnościowców. Od jakich książek najlepiej zacząć?

Przygody Jonatana Poczciwego” Kena Schoollanda, “Jedna lekcja libertarianizmu” Davida Berglanda, dla bardziej zaawansowanych książki Murraya Rothbarda. Polecam też teksty Christiana Michela i Stefana Blankertza. No i oczywiście fantastyka naukowa – “Zamieć” Neala Stephensona, “Luna to surowa pani” Roberta Heinleina, “Najazd z przeszłości” Jamesa P. Hogana…

Wierzy Pan, że obecny system da się zmienić w ramach demokracji? Czy może trzeba poważnie zastanowić się nad przeprowadzeniem rewolucji?

Standardowo w ramach demokracji można dokonywać jedynie drobnych korekt lub starać się blokować antywolnościowe zakusy klasy rządzącej. Żeby zmienić system jako taki, społeczeństwo musi przejawiać postawy rewolucyjne. Ale rewolucja rozumiana jedynie jako siłowe zastąpienie dotychczasowej władzy nową systemu nie zmieni. Może chwilowo poluzować opresję, ale potem najczęściej opresja wraca z jeszcze większą siłą. Rewolucja francuska czy bolszewicka są tu dobrymi przykładami. Według teorii Leszka Nowaka, są dwa typy rewolucji, które na dłuższą metę zwiększają wolność. Albo rewolucje, które nie doprowadzają do przejęcia władzy przez nowe rewolucyjne elity, a tylko zmuszają istniejącą władzę do ustępstw – albo rewolucje, w których obalenie dotychczasowej władzy jest jedynie dodatkiem do szerszych zmian w strukturze społecznej, takich jak wytworzenie silnej klasy nowego typu właścicieli stanowiącej zaporę przed zakusami władzy. Jedno i drugie wymaga stałych rewolucyjnych postaw w społeczeństwie, niejako nieustającego rewolucyjnego wrzenia. Nieustannego tworzenia “tymczasowych stref autonomicznych”, mówiąc słowami Hakima Beya. Problem polega jednak na tym, że ludzie w większości nie mają czasu ani sił na rewolucję. Nawet jeżeli nie są zadowoleni z obecnego systemu, muszą zarabiać na życie, muszą mieć czas na odpoczynek. Na działalność antysystemową w największym stopniu mogą sobie pozwolić młodzi, którzy nie są jeszcze tak bardzo obarczeni obowiązkami codziennego życia – w przypadku Polski w mniejszym stopniu niż w zamożniejszych społeczeństwach zachodnich – a także osoby zamożne oraz zawodowi działacze, dla których taka działalność jest środkiem utrzymania. Ale ci ostatni stanowią już zalążek nowej potencjalnej elity władzy.

Mówi się, że młode pokolenie przejrzało na oczy, że chce obalenia obecnego systemu. Zgadza się Pan z tą tezą? Czy nie jest tak, że prawdziwych zmian chce garstka a większość jest po prostu obojętna?

Większość musi martwić się, jak przeżyć, utrzymać siebie i rodzinę, nie mówiąc już o osiągnięciu przyzwoitego poziomu życia. Praca zawodowa zajmuje dużo czasu, a po pracy wypada odpocząć, żeby utrzymać się przy zdrowych zmysłach. Tacy ludzie albo nie interesują się polityką, albo nie wierzą, że można coś zmienić. Młodzi zawsze są bardziej aktywni, bo mają na to więcej czasu. Owszem, w demokracji istnieje polityczny “podział pracy” – można w wyborach delegować do zajmowania się polityką zawodowego lub niezawodowego działacza z tej czy innej partii. Jednak by zmienić coś tą drogą, to po pierwsze musi być wystarczająca liczba takich antysystemowych działaczy, a po drugie większość niezadowolonych musi chcieć dokonać choćby tego wyboru przy urnie. To jest warunek konieczny, choć oczywiście niewystarczający, bo wybrani działacze mają tendencję do wpasowywania się w system dla własnych interesów i jeżeli nie ma stałego oddolnego nacisku tak będą robić. Owszem, jestem za tym, by próbować. Ale łatwo nie będzie.

W nadchodzących wyborach znalazło się kilku antysystemowców – jak Pan myśli, mamy szansę na zjednoczenie na prawicy? (wywiad przeprowadzony został jeszcze przed I turą wyborów)

Nie wiem i prawdę mówiąc nie podoba mi się idea “zjednoczenia prawicy”. Środowiska, które reprezentują Braun, Kowalski, Korwin-Mikke, Kukiz i Wilk mają różne programy i różnie definiują “system”, z którym chcą walczyć. Niepokojące jest to, że poza może Kukizem kandydaci ci i ich zwolennicy wykazują silną sympatię do rządów autorytarnych. Źródło negatywnych zjawisk upatrują w demokracji, a nie we władzy politycznej jako takiej. Ja nie wierzę, że autorytarne rządy będą antysystemowe w tym sensie, że będą wrogie ograniczaniu wolności przez władzę. Prędzej już “antysystemowe” w takim sensie, w jakim antysystemowy był bolszewizm, stalinizm, faszyzm czy nazizm. Jest duża szansa, że autorytarna forma rządów przyniesie nam drugą PRL, jeżeli nie Koreę Północną albo Kongo z czasów rządów króla Leopolda II.

Z różnych przyczyn Partia Libertariańska wraz z Waldemarem Deską nie sprostała wyzwaniu i nie uzbierała wymaganej liczby podpisów. Jak Pan myśli, jakie wnioski należy wyciągnąć?

Takie, że Partia Libertariańska jest póki co słaba i zaangażowanych w jej działalność jest zbyt mało osób. Brakuje wyrazistych liderów, znanych twarzy, pieniędzy. Jeżeli to się nie zmieni, jej znaczenie nadal będzie marginalne.

Gdyby miał Pan w kilku zdaniach zachęcić kogoś do libertarianizmu, jakich argumentów by Pan użył?

Że lepiej być traktowanym jako klient, który płaci i wymaga, niż jako niewolnik, któremu pan-rząd może nakazać co mu się podoba. Choć czasami niewolnik ma lepiej, jeżeli jest ulubieńcem pana, to lepiej na to nie liczyć. Łaska pańska na pstrym koniu jeździ.

 

Tutaj znajdziecie blog Pana Jacka Sierpińskiego.

in
%d bloggers like this: