Taki mamy kraj, jaki potrafimy zrobić? - Dox
Pseudopolityk

Taki mamy kraj, jaki potrafimy zrobić?

Taki mamy kraj, jaki potrafimy zrobić?

Niedawno Grzegorz Schetyna udzielił wywiadu, który w zasadzie potwierdził tylko to, co wiemy od dawna. Mianowicie miałkość i słabość totalnej opozycji. Gdy czytałem, w jaki sposób lider największego rywala Prawa i Sprawiedliwości zamierza odzyskać władzę, po raz kolejny powiedziałem do siebie – potrzeba nam pracy u podstaw.

Uważam, że Polska to kraj posiadający wspaniałą historię. Polacy od zawsze słynęli z honoru, walki do końca, w dodatku byliśmy ludźmi inteligentnymi – wszystkie te cechy budziły szacunek, nawet wśród ludzi, którzy nie życzyli nam szczególnie dobrze.

No właśnie, dwie wojny światowe, powstania – nasze elity były regularnie mordowane. Ci, którzy mogliby poprowadzić naród do wielkości, przedwcześnie kończyli swoje życie. Przez lata nie zdołaliśmy, niestety, wykształcić kolejnych Dmowskich czy Piłsudskich.

Ostatnio po raz kolejny sięgnąłem właśnie po książki Dmowskiego. Nie ukrywam, że trafiły do mnie fragmenty jego „Myśli nowoczesnego Polaka”. Były one poświęcone poczuciu odpowiedzialności za kraj. Mówiły również o tym, jak ważne dla narodu jest poczucie solidarności.

Można się z Romanem w wielu kwestiach nie zgadzać, można mieć inną wizję prowadzenia polityki. Tylko no właśnie, trzeba tę wizję posiadać. Ostatnie miesiące dobrze pokazują, że Polacy tejże wizji niestety nie mają.

A nawet jeśli mają, to każdy inną. Narodem jesteśmy kłótliwym. 30 kwietnia Rafał Ziemkiewicz poinformował, że projekt „Endecja” upadł. Z jego słów wynika, że po raz kolejny tak zwana prawica musiała się pokłócić o tak zwany plan działania. Z tego powodu rządzić będzie nadal partia z programem o tyle kiepskim, co niebezpiecznym. A walczyć z nią będą partie bez programu.

Pamiętam jak jeszcze 4-5 lat temu wspierałem Kongres Nowej Prawicy. To były czasy, gdy względnie dużym poparciem cieszył się też Ruch Narodowy, Kukiza kojarzyło się tylko z piosenek. Pamiętam sukces, jakim było wejście do Parlamentu Europejskiego. Wtedy naprawdę czuło się, że ludzie mają chęci, ambicje i siły na stworzenie czegoś wielkiego.

A potem wszystko jebło. Po raz kolejny nie zawiedli ludzie, którzy byli na dole. Nawaliła góra, która gdy tylko pojawiły się pierwsze sukcesy i szansa na zbudowanie czegoś większego, zaczęła kłócić się o pieniądze i wpływy. Środowisko wolnościowe po raz kolejny szlag trafił i gdyby nie Ruch Kukiza, nawet tych kilku posłów nie dałoby się do Sejmu wprowadzić. Albo może weszłaby Wolność, to w sumie też możliwe.

W 1993 roku na UPR zagłosowało blisko pół miliona Polaków. Było tam wielu polityków, którzy nawet dziś działają w PiS-ie czy w PO. Nawet wtedy nie udało się jednak wejść do Sejmu. Z biegiem lat zapał jest coraz słabszy, zobojętnienie coraz większe.

Nie wiem czy wiecie, ale przez pewien krótki czas działałem w Młodzieży Wszechpolskiej. Zależało mi na tym, aby działać dla Polski, dbać o jej historię. Politycznie byłem jednak zawsze bliższy liberalizmowi, który w tamtejszym środowisku jest dość mocno tępiony. Dlatego gdy Ruch Narodowy postanowił iść w politykę, ja swoje kroki skierowałem do Kongresu Nowej Prawicy.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ często wydaje się nam, że najwięcej zdziałamy poprzez wsparcie partii politycznej. Moim zdaniem jest to myślenie błędne. Jeszcze nie teraz, kochani. My chyba po prostu za bardzo widzimy, jak jest źle i przez to chcielibyśmy wszystko zrobić na już, na teraz, na zaraz. A tak się nie da.

Jak wspomniałem na samym początku, wiele lat temu w Polsce wyeliminowano elity. Niektórzy będą mówić, że Piłsudski miał lepszą wizję prowadzenia kraju, inni że Dmowski. A ja Wam powiem, że jak pomyślę sobie o Kaczyńskim czy Schetynie, to jestem bliski załamania.

O wielu rzeczach sobie czytam, uczę się na własną rękę. Wielu jeszcze nie rozumiem, często pewnie będę tkwił w błędzie. Mimo to mogę o sobie powiedzieć, że się staram. Widzę dużą różnicę pomiędzy mną sprzed tych 4-5 lat, a obecnym Doksem. Gdzieś po drodze uleciało mi sporo młodzieńczego zapału, ale z drugiej strony przyszło doświadczenie i więcej pokory. Dziś już wiem, że nie wystarczy „interesować się polityką” i chodzić na wybory. To za mało. Jesteśmy narodem, który musiał przetrwać rządy nazistów, komunistów, postkomunistów, teraz walczymy z populistami. Dziś już nie wystarczy Polską się interesować i czekać, aż pojawi się ugrupowanie, które stworzy antysystem. Dziś trzeba wstać z fotela i zacząć realnie działać.

Mamy Instytut Misesa, Kolibra, KASE, mamy stowarzyszenia historyczne, naukowe, są wolontariaty. W tej chwili musimy nie tylko edukować się sami, ale również sprawdzać, gdzie my możemy się przydać. Być może wielu z nas marzy się wielka Polska, problem polega na tym, że ona nie stanie się taka od razu. Ba, przed nami lata pracy, które mogą nie przynieść oczekiwanych owoców. Mimo to chyba dalej znajduję się w gronie tych naiwnie myślących, którzy uważają, że warto.

Na początku wspomniałem wam o wypowiedzi Grzegorza Schetyny. No właśnie, lider Platformy Obywatelskiej stwierdził, że jego partia musi „zrobić ideowy szpagat między konserwatyzmem a liberalizmem, gdyż tylko taka siła może realnie liczyć na poparcie w wysokości 40 proc”.

Te słowa uwypukliły największą wadę demokracji – potrzebę zaspokojenia wszystkich jednocześnie. Na studiach nauczono mnie, że celem partii politycznych jest zdobycie i utrzymanie władzy. W naszym przypadku sprowadza się to do dotarcia do jak największej grupy osób. Najczęściej po prostu przez obietnice.

Niestety, PiS już wie, że 500+ nie zapewni drugiej kadencji. Oznacza to, że trzeba obiecywać dalej. Ostatnio bluzgaliśmy z ojcem na drożejące paliwo, moja mama straciła kilkaset złotych pensji jako nauczycielka. Pytanie brzmi – co jeszcze zabiorą nam i innym Kowalskim, aby przekupić wyborców?

Demokracja przetrwa do czasu, kiedy władza odkryje, że można przekupić społeczeństwo za publiczne pieniądze – takie słowa powiedział w swoim czasie Alexis de Tocqueville. Jeśli traktować je w całości dosłownie, to u nas demokracji już nie ma.

Byłem ostatnio na świetnym wykładzie poświęconym populizmowi. Niestety, wyborcy uwielbiają mu ulegać. Jesteśmy coraz bardziej nauczeni tego, że coś ma się należeć, że państwo ma nam coś dać. Zapominamy przy okazji, że władza również zabiera.

Kilka lat temu liczyłem na to, że wolnościowcy połączą siły z narodowcami i wspólnie wejdą do Sejmu. Dziś jeden z najbardziej rozpoznawalnych narodowców właściwie stał się tubą rządu. Kukiz’15 wygląda coraz gorzej, Wolność po raz kolejny mówi, że to już ta jesień. Endecję to już opisał Ziemkiewicz.

Po raz kolejny zostajemy więc praktycznie z niczym. I w moim mniemaniu z niczym będziemy, dopóki kilka frakcji nie stanie pod jednym sztandarem. Z kolei za tymi ludźmi będą musiały stać think tanki, a za nimi zwykli Polacy.

Z jednej strony obecni politycy zakorzenili się w świadomości wielu wyborców i ciężko będzie przekonać ludzi do innej alternatywy. Ale z drugiej…

Adam Szłapka, sekretarz generalny Nowoczesnej zapewnia, że jeśli jego partia dojdzie do władzy, to nie zrobi praktycznie nic:

Przyjmijmy z góry, że nie zrealizujemy swoich programów, że nie zmienimy systemu podatkowego, nie zreformujemy gospodarki, nie wprowadzimy reformy edukacji. To nie będzie czas koalicji dla realizacji programu politycznego. Zrobimy tylko i aż tyle, że przywrócimy zasady demokratyczne i państwo prawa

Tak naprawdę wystarczy mieć JAKIKOLWIEK pomysł na kraj, żeby z miejsca stać się najbardziej merytoryczną opozycją. Czyli może faktycznie jednak warto?

***

Tekst powstał również dzięki wsparciu moich Patronów. Serdecznie dziękuję osobom takim jak:

– Jakub Adamczyk

– Woszta Kaszubska

– Mariusz Lis

– Aleksandra Bielak

– Robert Gajewski

– Piotr Żółkiewski

– Zachariasz Magulski

– Szymon Kowalkowski

Jeśli również chciałbyś mnie wspomóc, zapraszam na mój profil Patronie.

in
%d bloggers like this: