Zrozumieć politykę - gra na emocjach - Dox
Pseudopolityk

Zrozumieć politykę – gra na emocjach

Zrozumieć politykę – gra na emocjach

Postanowiłem pobawić się w masochistę. Zwykle to ja komentuję polityczną scenę. Analizuję, opisuję, staram się wyciągać wnioski, snuć przypuszczenia i prognozy. Tym razem stwierdziłem, że się poświęcę i sprawdzę, jak na newsy reagują inni, przeciętni użytkownicy Internetu.

Przez blisko tydzień czytałem więc komentarze na różnych stronach. Byłem na Wyborczej (wiecie, że trzeba mieć tam premium, aby komentować?), NaTemat, Onecie, WP, Interii, RP.pl, Polskiej Racji, Wprost i temu podobnych stronach. I powiem Wam jedno, to jest istny dramat.

Zakładając tego bloga postawiłem sobie kilka różnych celów. Jednym z nich było pokazanie ludziom, w jaki sposób zrozumieć politykę. Większość z osób, które komentowały na powyższych stronach jej nie rozumieją. Owszem, żyją nią. Jednak ani trochę jej nie rozumieją.

Dlaczego?

Ponieważ podchodzą do niej emocjonalnie.

Jasne, ja też czasem zareaguję bardziej żywiołowo. Jednak, tak jak napisałem wyżej, w moich wpisach poza emocjami jest przede wszystkim treść. Każda literka i każde słowo ma u mnie wartość. To nie jest wybluzganie się, aby po prostu się wyżyć.

Pomyślcie sami, ile znacie osób, które na każdego newsa reagują emocjonalnie? Wkurwiają ich proniemieckie media, reżimówka, Tusk, Kaczyński, KOD, ONR. Wystarczy wspomnieć o polityce, a oni od razu są nabuzowani.

Co więcej, w tych ludziach jest ślepa wiara w to, że mają rację. Dla nich cały świat kończy się na ich poglądach. I sążnisty chuj w dupę tym, którzy myślą inaczej niż oni. Bo przecież ktoś inny nie może mieć racji, skoro monopol na jedyną prawdę objawioną mam ja.

Głupi ludzie mają jedną koszmarną wadę. Na każdą informację reagują tak, jakby słyszeli o niej pierwszy raz. Ta agresja jest w nich non stop i tylko czeka na odpowiednią chwilę, aby wydostać się na zewnątrz. Z wnętrza głowy przez palce piszące na klawiaturze.

Ostatnio jeden lewicowy dziennikarz żalił się, że coraz mniej młodych osób ogląda TV i czyta popularne portale internetowe. Padło takie stwierdzenie, że młodzież jest nieufna i woli przeglądać mniej sprawdzone źródła. Matko, naprawdę kogoś to dziwi?

Wiecie, dlaczego jest to dla mediów poważny problem? Ponieważ one potrafią grać na emocjach. Polityka to właśnie gra na emocjach, moi drodzy. Siłę dziennikarza mierzy się tym, w jaki sposób potrafi oddziaływać na odbiorcę. Jeśli więc młodzież im na to nie pozwala, oni są źli. To bardzo proste.

Gdy będziesz czytać gazetę, przeglądać portale internetowe, oglądać TV – pomyśl o jednym. Ci ludzie chcą oddziaływać na Twoje emocje. Jeśli sprawią, że uśmiechniesz się pod nosem, albo przeciwnie, rzucisz kurwą do monitora, oni osiągnęli cel. Z własnego doświadczenia wiem, że wraca się na te strony i do tych programów, które potrafią na nas oddziaływać. Tak więc media wchodzą nam na emocje. Artykuły są tak konstruowane, aby od samego początku Ciebie przejąć. Dam Ci przykład:

***

Jest sobie pięćdziesięcioletni Janusz, dajmy na to zwolennik PiS-u (podobno biorę hajs od Kaczyńskiego, to teraz niech część ludzi pomyśli, że płaci mi Schetyna). Taki Janusz wraca z pracy styrany, siada przed komputerem sącząc browara. Przychodzi czas na codzienne przeglądanie wiadomości.

No więc odpala jakąś popularną witrynę i czyta: „Bronisław Komorowski uderza w Jarosława Kaczyńskiego. Były prezydent kompromituje prezesa PiS! [WIDEO]”

Już. Nasz Janusz przeczytał tylko nagłówek, ale on już w tym momencie jest zły. Jeszcze to zdjęcie z uśmiechniętym i dumnym jak paw Komorowskim… Nie no, musi wejść i przeczytać. I czyta. I wkurwia się coraz bardziej. Autor tekstu dobrze wiedział, że Janusz tak zareaguje. Po lekturze kolejna część programu – walka w komentarzach. Nasz dumny Polak jeszcze 3 razy odwiedzi ten artykuł. W końcu rozpętał kolejną już gównoburzę. Teraz musi tłumaczyć innym, dlaczego Komoruski to złodziej i idiota, wypominać szoguna i tak dalej. Z kolei po drugiej stronie monitora ktoś inny będzie krzyczał o wolnych sądach i reżimowych mediach. I wiecie co? Obaj nie mają zamiaru słuchać drugiej strony.

Wygranym tej internetowej wojenki, zresztą jednej z wielu, jest autor oraz właściciel portalu. Sprawili, że ich czytelnicy ulegli własnym emocjom. Dzięki temu oni są już ich.

Jest jeszcze inny sposób działania mediów, ale to już w innym wpisie temu poświęconym.

***

Widzicie, ulegając emocjom tak naprawdę sami skazujemy się na porażkę. Przynajmniej, jeśli po chwili uniesienia nie przychodzi czas refleksji. Gdy tworzę posty lub wpisy, zawsze chcę oddać w nich to, jak czuję się obecnie. Jednak poza emocjami chcę również upakować jak najwięcej treści. Dzięki temu dostaję znakomity produkt zwrotny, jakim są Wasze komentarze.

Zobaczcie, nikt nie powie, że na Doksie czy ZP nie ma emocji. Matko, ich jest całe mnóstwo. Jednak mam wrażenie, że zarówno autorzy postów, jak i komentujący po prostu wyrzucają z siebie wszystko. A potem zostaje już sama treść.

Mam dla Ciebie zadanie. Wejdź na jakikolwiek popularny serwis, poszukaj newsa o którejś z najpopularniejszych partii. Następnie poczytaj przez chwilę komentarze. A na koniec uświadom sobie, że to wszystko jest nieistotne. Dzisiejsze newsy w 90% są nic nie znaczące w perspektywie kolejnych dni. No więc po co nimi żyć?

Podsumowując – człowiek rozumiejący politykę nie ulega emocjom.

in
%d bloggers like this: